Temat numeru - First Person Perspective - SS-NG oczami redakcji
Temat numeru - First Person Perspective - SS-NG oczami redakcji
odwiedź forum
SS-NG #35 pożegnalny 2005
7






REDAKCJA
    Po słowach naczelnego, pora na komentarze reszty redakcji, oraz współpracowników, odnośnie ich przygody z SS-NG. Co prawda ile osób, tyle punktów widzenia, ale wszyscy są raczej zgodni co do jednego...było warto.
  LooZ^


Pamiętam jak dziś, początek SS-NG, kiedy Wacek zwerbował mnie do współpracy przy magazynie. Jednak, nie to wspominam najcieplej, to nie to z tych 3 lat zapisało mi się w pamięci najbardziej. Pamiętam pare godzin spędzonych z wackiem w pociągu do Łodzi, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, pamiętam nocne dyskusje, z tysiącem wątpliwości, z milionem planów i z jedną, wspólną pasją i wizją. Pamiętam PGA, wspólną radość z sukcesu i smutek z planów których zrealizować się nie udało. Pamiętam 3 zlot, długie dyskusje czy podjeliśmy dobrą decyzję. Pamiętam trwogę w sercu kiedy Wacek miał poważne problemy. Pamiętam setki przegadanych godzin, czy to na żywo, czy przez gg... Pamiętam herbatkę od Roberta i "nic wyjątkowego" które wstrząsnęło Beatką. Wszystko to zlewa się w mojej pamięci w coś co trudno nazwać czymś przyjemnym, to było coś więcej, to było coś niespotykanego. Na myśl przychodzą mi same wielkie słowa, troche buńczuczne, trochę zbyteczne. Ograniczę się tylko do jednego słowa. Dziękuje. Dzięki Ci Wacku, Beatko, Robercie, Marku, Zbyszku, Grześku, Kamilu, Kamilu, Karolu, Krzyśku, Marcinie, Patryku, Pawle, Pawle i Wojtku. Dziękuje, ża to że miałem prawdziwy zaszczyt poznać Was i w (wiekszości przypadków) będę miał przyjemnośc z wami współpracować dalej. Na koniec dziękuje Tobie, cztelniku. To dzięki tobie spędziłem te 3 lata w gronie ludzi wartych więcej niż byłem wstanie im zaoferować. Robiliśmy to dla Ciebie i dzięki Tobie. Wierzę, że to jeszcze nie koniec.

  Veeroos


Postaram się krótko, ponieważ Emill przed oddaniem stołka wice zdążył wydać jeszcze jeden nakaz, nie zdradzę jaki :D Dawno temu, w jednej z lubińskich (nie mylić z Lublinem :>) kafejek internetowych zapragnąłem poszukać jakichś informacji o SS'ie, którego kupowałem od 10. nr'u. Trafiłem na Sikretię, pomyślałem "fajna stronka, kiedyś jeszcze pewnie do niej zajrzę...", mijały miesiące, a ja nie zaglądałem... W końcu, po założeniu w domu internetu, postanowiłem ponownie wyruszyć po Sikretowe wiadomości i trafiłem na stronę SS-NG (wtedy jeszcze, przepraszam za wyrażenie, z oczojebnym layoutem :P), które liczyło już 10 wydań (jak SS w dniu, gdy go odkryłem... PRZEZNACZENIE! :D). I się zaczęło... Ziny zawsze traktowałem jako coś dziwnego i nie wiedziałem co myśleć o ludziach, którzy tracą czas na coś takiego :P ale, że lubię się pchać w nieznane mi sytuacje, więc postanowiłem podjąć współpracę zwłaszcza, że redakcja nie miała nic przeciwko :D Powiem Wam tyle: Żeby zrozumieć to, co czuję pisząc teraz te słowa trzeba było przeżyć to wszystko, co się działo potem... Od początku zakładałem, że nie będę angażować się zbyt mocno w życie redakcji, tylko hobbystycznie pisać pomiędzy jednym projektem muzycznym a drugim, po jakimś czasie zakończyć i tyle. Nie udało się... Klimat redakcji, pierwsze spotkania z jej ludźmi, sukcesy i porażki zina, przyjaźń z martinem, naszym byłym PR'em (eh, to były czasy... pozdrawiam Cię, jeśli to czytasz), której efektem było powstanie działu "Opowieści Po Denaturacie", uczestnictwo w wywiadzie z CDA, a także niesamowite noce przed jego przeprowadzeniem i po (hehehe :D), testowanie Dooma 3 z Markinsonem, który specjalnie po to przyjechał do mnie aż z Poznania, pijackie rozmowy z Yisraelem (:D), jedno ze spotkań z Drizem i kilkoma innymi redaktorami we Wrocławiu (nie mieliśmy gdzie spać, więc szlajaliśmy się całą noc po dworcu itp miejscach :P), po którym złożyliśmy materiał do Growej Grohibicji (pierwszy i chyba jedyny komiks z naszym udziałem), Mayday 2004 z Emillem (miał spore kłopoty z dostaniem się na niego, więc poruszył niebo i ziemię, a nawet wciągnął w to katowicki oddział Gazety Wyborczej, byleby tylko spełnić swoje marzenie i udało mu się), kilkudniowa biba u Ascota w Warszawie (oj, działo się...), wszystkie dobre i złe chwile, które wspólnie w redakcji przeżywaliśmy... Mógłbym pisać jeszcze sporo, ale i tak żadne słowa nie oddadzą niesamowitej atmosfery, jaka towarzyszyła tym i innym wydarzeniom. Te i wiele innych sytuacji spowodowały, że zin wciągnął mnie w swoje macki i nie wypuścił już do końca :D W pierwszym moim poście na służbowym forum użyłem m.in. zdania w stylu "W Waszym zinie będę prowadził dział Odgłosy Wojny (...)", zaraz potem Gonzo napisał, że "już nie w Waszym, a w naszym" i od tego momentu coś mnie tknęło, nagle poczułem się, że podjąłem decyzję, która mocno odbije się na całym moim życiu i ani trochę się nie pomyliłem... To był czas, którego NA PEWNO nigdy nie zapomnę i życzę każdemu z Was, abyście przeżyli coś równie niezwykłego.

  AloneMan


Na początku był SS, najpierw czytany przez starszego brata, a z czasem i przeze mnie. Gdy upadł, czegoś mi brakowało i tę pustkę mógł zapełnić tworzony zin, mający kontynuować tradycję "czerwonej okładki i błyskawicy". Zgłosiłem się od razu i zostałem przyjęty. Przez 30 numerów, ponad 2,5 roku, wraz ze wspaniałymi ludźmi tworzyłem miesiąc po miesiącu SS-NG. Nie miałem niestety przyjemności być na żadnym ze zlotów redakcyjnych, a i na GG nie zaglądałem zbyt często. Wynikało to po prostu z mojej natury, bo lepiej czuję się stojąc gdzieś z boku niż będąc w centrum wydarzeń. Zawsze jednak byłem duchowo, czy to z bawiącą się właśnie nad morzem resztą ekipy, czy leżącym w szpitalu Drizem. Zawsze byłem z nimi myślami. Przestałem pisać na początku tego roku, gdyż straciłem motywację. Nie czerpałem już z tego takiej przyjemności, jak na początku istnienia pisma, gdy z pasją pisałem i po 5-6 tekstów na numer. Może wybrałem zły moment, bo SS-NG był w kryzysie. Nie wiem. Wiem natomiast, że dzisiaj postąpiłbym tak samo. Dziękuję wszystkim, z którymi mogłem współtworzyć SS-NG. Dziękuję Wam, drodzy czytelnicy, że poświęcaliście co miesiąc swój cenny czas na czytanie naszych wypocin. Wszystkim zaś, czytelnikom i redaktorom, życzę wytrwałości w dążeniu do realizacji własnych marzeń i trwania w tym, co uznajecie za słuszne. Nie pozwólcie, aby życie narzucilo Wam swoją wolę.

  Gonzo


- Kazimierczak do odpowiedzi! - takie teksty rzucane z mniejszym lub większym wyrazem niesmaku na obliczu przez mniej lub bardziej wrednych nauczycieli słyszałem dziesiątki razy pdczas mojej pracy w SS-NG. Tak się złożyło, że przywilej pisania dla Was w tak chlubnym gronie zbiegł się z moją edukacją w szkole średniej. E-magazyn zawsze miał wyższy priorytet niż nauka, wobec czego czasem w szkole nie byłem zadowalająco przygotowany do zajęć. Mimo przejściowych kłopotów jakie stały się przez to moim udziałem, nie przestawałem grać i pisać. I nie żałuję choćby sekundy czasu przeznaczonego na SS-NG. Pierwszy raz w życiu tworzenie tekstów zaczęło mi sprawiać przyjemność, a znajomości zawarte w tym e-magazynie bardzo sobie cenię, szkoda że wiele z nich już się urwało. Taka jest jednak kolej rzeczy, więc z tego miejsca dziękuję wszystkim za wspieranie naszej pracy i żadnym wypadku nie będę się tu żegnał. Pełen pozytywnej energii zaczynam z Ekipą nowy projekt, na niego przerzucam całe swoje zaanagażowanie i mam nadzieję, że będzie to widać. Howgh!

  Yisrael


Siodmego dnia o zmroku Bog byl znudzony wypoczywaniem. Stworzyl wiec Bog SS-NG i widzial, ze to bylo dobre. W drugim numerze pojawilem sie ja, i to tez bylo dobre, a nawet lepsze! Historia SS-NG wydaje sie zwyczajna i niezwyczajna zarazem. Najwiekszy szacunek nalezy sie autorom projektu, bowiem stworzyc cos z niczego to sztuka, zas doprowadzic pismo do swietnosci to juz nie lada zadanie. W czasach swietnosci SS-NG byl magazynem czytanym przez nascie tysiecy ludzi, jednak i w czasach gorszych nadal pozostawal pismem na wysokim poziomie. Milo wspomina sie ewolucje pisma - nie tylko zmiany jego szaty graficznej, ale takze szlifowanie umiejetnosci redaktorow. Gdy widze swoje artykuly z numeru 2 (moj debiut) chce mi sie smiac z naiwnosci ich wydzwieku. Moze dlatego z felietonow przerzucilem sie na filmy, zacz to sztuka zacna. Nie pytaj co SS-NG moze zrobic dla Ciebie, ale co Ty mozesz zrobic dla SS-NG - pamietam, ze to zdanie kiedys padlo. Nie mnie oceniac ile zrobilem dla SS-NG, ale dla mnie Sikret Service - New Generations zrobil bardzo wiele. I za to jestem mu wdzieczny i dlatego z sentymentem bede wspominal moja trzyletnia podroz z zinem az do stacji koncowej.

  Ma'd


Światło siostro,Światło! Listopad 2001. Turniej Q3 na który pojechałem w koszulce Secret Service. Nie wiedziałem, że jest to ostatni miesiąc w którym ukazało się moje kochane czerwone pismo. Kilka dni po turnieju poszedłem do kiosku i zapytałem czy jest nowy numer SS. Z ust sprzedawcy uslyszałem "nie ma". Przez kilka następnych miesięcy pytałem w kioskach, aż zrozumiałem, że to koniec...
Przeszukiwałem internet w poszukiwaniu czegoś co po nim pozostało i tak oto natrafiłem na sikretie, ostatni bastion ss.
Już nie pamietam jak sie dowiedziałem o projekcie o nazwie ss-ng, wiem tylko tyle ,że byłem dumny z ludzi którzy chcieli go tworzyć, a zwłaszcza z Drizita, z którego publikacjami nieraz spotykałem sie w SS (to mówiłem ja Michał Lipkowski). Nie mogłem towarzyszyć przy powstawaniu pierwszego numeru, z powodów osobistych. Do ekipy ss-ng dołączyłem wraz z pojawieniem się drugiego numeru. Przez te wszystkie lata starałem się abyście dostawali wiarygodne i sprawdzone informacje odnośnie waszych ulubionych gier oraz żetelne recenzje. Teraz po tych 3 latach jestem dumny z całości swojej pracy i tego co mogłem dla was zrobić. Dziekuje też redaktorom z którymi mogłem to dzieło tworzyć do końca. Pozdrawiam i mam nadzieje, że się jeszcze kiedyś zobaczymy.
Reflektory gasną. W ciemnościach daje się słyszeć czyjąś rozmowę. Jedna z osób pyta- A za prąd zapłaciłeś? Zalega cisza, cisza grobowa....

  Pellaeon


Tak jak „każda saga ma swój początek”, co mówiła nam kilka lat tam pewna zajawka pewnego filmu, tak każda ma swój koniec. Nadszedł on także i dla naszych w miarę regularnych spotkań za pośrednictwem obecnego zina. Jednak zanim pożegnamy się definitywnie, wypadałoby podsumować nasze spotkania.

Na łamach niniejszego magazynu moje wypociny nie pojawiały się zbyt często. Zwłaszcza, że zajmowałem się jedną specjalnością: Star Cornerem. Niemniej jednak jeśli już coś pisałem, starałem się to robić dobrze. Czy to mi wyszło? Oceńcie sami.
Wszystkie maje artykuły były poświęcone zagadnieniom, powiedzmy niebiańskim. Wśród nich koncentrowałem się raczej na sferze zmyśleń i fantazji – czyli po prostu szeroko pojmowaną fantastyką naukową. Przy czym nie był to jej nurt wzniosły, tudzież niszowy; ot produkcje czy dzieła raczej popularne i proste w odbiorze. Powody tego stanu rzeczy były dwa.
Pierwszy: nie czuję się na tyle dobrym krytykiem literackim ani filmowym, aby bawić się w wyszukiwanie niuansów i kontekstów w dziełach z natury skomplikowanych. A drugi… no cóż, są to moje osobiste preferencje.
Poza tym, pojawiło się kilka tekstów o niebieskich sprawach bliższych rzeczywistości. Choć nauka poszła do przodu od tego czasu, to jednak większość tez w nich zawartych pozostało w mocy.

Patrząc z perspektywy czasu, niektóre teksty były lepsze, inne gorsze. Jednak mam nadzieję, że nie żałujecie, Drodzy Czytelnicy, że je przeczytaliście. Ja nie żałuję, że je napisałem.

  TomisH


Nigdy nie poznałem nikogo z ekipy osobiście i... to jest już w pewien sposób magiczne, ponieważ w żaden sposób nie przeszkodziło w zostaniu przyjętym i zaakceptowanym w rodzinie SS-NG. A początki były niewinne - "TomisH napisałbyś newsy konsolowe w tym miesiącu?" - spytał Driz. No i tak od numeru #16 przez kilka miesięcy starałem się w niesztampowy sposób ukazać czytelnikom co się w środowisku konsol dzieje, aby potem, już jako pełnoprawny redaktor, zająć się tekstami dłuższymi potocznie zwanymi "recenzjami". Cholernie miło być docenionym przez kogokolwiek, tym milej słyszało się od kumpli z redakcji, że jest się "podstawą Czarnej Skrzynki". I szkoda jedynie, że mój redakcyjny mail od początku do końca niemal świecił pustkami... Oj fanki - nie postarałyście się! Na koniec chciałbym serdecznie podziękować kolegom i koleżankom z REDakcji oraz wszystkim czytelnikom za te wspólnie spędzone lata

  Keiran


SS-NG. Secret Service. To drugie pismo stanowiło dość istotny fragment mojego życia jako gracza. Miałem przyjemność nieprzerwanie czytać je od numeru 3go aż do końca. Nie było dla mnie tytułem kultowym, żadnego pisma nie uważałem za kultowe, ale zdecydowanie była to gazeta taka jakiej już nie ma. Moja znajomość z SS-NG nierozerwalnie wiąże się z forum nowego TS i jego późniejszą reanimacją. To tam właśnie dowiedziałem się o istnieniu Sikretii oraz samego SS-NG. To tam Pshemozz wspomniał mi o możliwości współpracy. Ja byłem wtedy świeżo po krótkiej przygodzie z pewnym serwisem, gdyż już wcześniej myślałem o tym, aby granie połączyć z pisaniem. W końcu udało mi się w SS-NG zadebiutować w numerze ósmym w kwietniu 2003. Początkowo traktowałem to zajęcie bardzo hobbystycznie, pisywałem tylko do Star Cornera. Szybko jednak praca mnie wciągnęła co zaowocowało 250% normy i dużą ilością pracy włożonej w magazyn. Później z tym zapałem bywało różnie, zaczęły się studia, pojawiły się ciekawe kobiety i czasu bywało mniej. Tym niemniej starałem się nie schodzić poniżej pewnego poziomu. Jeszcze później był awans na sekretarza i związany z tym obowiązek tworzenia przydziałów, parę razy też mogłem pomóc przy składzie co było przeżyciem niezrównanym.
Czego żałuje? Ogromnie żałuje, że nie udało mi się ani razu spotkać na żywo z kolegami z pisma, nie dane mi było pojawić się na żadnym z trzech zlotów. Żałuje, ogromnie żałuje, ale za każdym razem przeszkodziły mi okoliczności losowe. Żałuję też, że w zasadzie poza forum to niedostatecznie uczestniczyłem w życiu zina. Rzadko rozmawiałem z kolegami, za słabo ich poznałem, bardzo często też omijały mnie zdarzenia najciekawsze, o wielu dowiadywałem się po fakcie.
Zadowolony jestem z tego, że poznałem tyle ciekawych osób. Cieszy mnie, że mogłem napisać te sto kilka tekstów, które zagościły w zinie. Jestem dumny z tego, że mogłem być jednym z tych trybików, które w całości doprowadziły do wydania 35 numerów SS-NG.
Na koniec chciałbym podziękować. Podziękować czytelnikom, wiadomo za co. Podziękować kilku osobom, które odważyły się wysłać do mnie maila – dzięki, to naprawdę miłe podyskutować z kimś o tym co się stworzyło. I last but not least – moim kolegom, tym którzy byli, tym którzy odeszli i tym którzy wytrzymali do końca. Może nie zdołałem się ze wszystkimi zaprzyjaźnić, niektórych nawet nie lubiłem, ale wszystkich was szanuje i dziękuje za te dwa i pół roku współpracy.

  mmxY2k


Jak wielu fanów Secret Service, po jego zamknięciu, zacząłem odczuwać jakąś pustkę. Pozostające na rynku pisma komputerowe jakoś nie mogły jej zapełnić, więc w akcie desperacji wpisałem w googlach nazwę ukochanego magazynu.
Wśród kilku tysięcy stron (niewiedzieć czemu większość z nich traktowała o amerykańskich służbach specjalnych) znalazłem stronkę Drizita. Kiedy pierwszy raz odwiedzilłm Sikretię, poczułem się jak w domu, a serwis od razu trafił na pierwsze miejsce w katalogu moich ulubionych stron. To własnie z łam Sikreti dowiedziałem się, że Driz i kilku innych chłopaków zabiera się za tworzenie zina, który miał kontynuować tradycję nieodżalowanego Secreta.
Jako jeden z najwierniejszych fanów SS'a nie mogłem przejsc obok takiej inicjatywy obojetnie. Od razu zgłosiłem swoją chęć udziału w tym przedsięwzięciu.
Jako, że Driz nie miał jeszcze redaktora do spraw sprzętu, załapalem się. Debiut, zarówno mój jak i całego działu sprzętowego, miał miejsce w drugim numerze SS-NG. Z czasem do moich obowiązków doszło także zbieranie niusów sprzętowych, co było wymuszone bardzo szybkim rozwojem zina. Te trzy ostatnie lata mojego udziału w tworzeniu czegoś wspaniałego, czym moim zdaniem był, a raczej jest SS-NG uważam za czas nie tylko nie stracony, ale okres w którym zyskałem bardzo dużo.