Temat numeru - Sentymentalna podróż naczelnego
Temat numeru - Sentymentalna podróż naczelnego
odwiedź forum
SS-NG #35 pożegnalny 2005
6






Wacław "DRIZIT" Beck
    Poniżej, w skrócie przedstawiam mój własny pogląd na cała historię SS-NG, od powstania aż do zamknięcia. Zapraszam gorąco.

Na początku był Secret Service…


  I kto powiedział, że nie opanujemy świata? ;)


Potem nastała wielka pustka, z którą wiele osób nie chciało się pogodzić. Tak wyszło, że to ja założyłem wątek, gdzie przedstawiłem pomysł stworzenia zina, chociaż nie miałem wtedy zielonego pojęcia o robieniu jakiejkolwiek formy magazynu.
Tak się zaczęło:


„NABÓR ROZPOCZĘTY! 16.06.02
Rozpoczynam nabór kadry do zina SIKRET SERVICE. Jeżeli jesteś starym graczem (przynajmniej parę lat praktyki), czytałeś wcześniej SS'a lub jakąś inną gazetę z tych z duszą, piszesz ciekawie, dobrze stylistycznie i rzeczowo. Jeżeli masz CHĘCI i czas, to jesteś idealnym kandydatem na redaktora zina SS! Potrzebuję recenzentów gier, a także innych tekściarzy, którzy mogliby pisać artykuły do Cybernetu. Potrzebuję także grafików (!), którzy tekst ubiorą w piórka SS'o podobne (te przed rewolucją graficzną!). Jeżeli jesteś chętny a twoja chęć nie jest tylko słomianym zapałem to PISZ!. E-mail musi zawierać informację o twoim stażu (oczywiście w graniu, ewentualnej praktyce w pisaniu recek i innych tekściorów/grafice i o funkcji, jaką chciałbyś/chciałabyś pełnić w redakcji. Czekam na Was. I jeszcze potrzebny GRAFIK I WEBMASTER!!!!!!”



Tworzyłem już wtedy stronę fanów Secret Service – SIKRETIĘ.
Po apelu, zgłosiło się kilka osób, które stworzyły pierwszy numer, byli to: Emill, Kapral, Luki, Dalamar, Blendon, Gonzo, Gregorious, Aloneman, Genosha, Lady Fileris, Kinjolek (Pozdrawiam! Daj znać co u Ciebie), Markinson, Szyna, Zenek, Fantazyoosh, Konsolite, LooZ^. Wzięliśmy się do roboty i już niecały miesiąc później mogliście przeczytać takiego posta:


“13.07.2002 | 16:29 DRIZIT
ZIN SIKRET SERVICE - NEXT GENERATIONS - PREMIERA
Poniedziałek 15 lipca godzina 00:00 - premiera zina SIKRET SERVICE - NG na SIKRETII
Mówiłem, że jeszcze o nas usłyszycie :) heheh
zapraszam!!!”



Zaczęło się. Pamiętam jak dziś, kiedy w dzień premiery kładłem się spać, a 15 minut po północy było już 50 ściągnięć, co było nie lada sukcesem. Z tego, co pamiętam pierwszy numer ściągnęliście około 600 razy. Zin zaczął się bardzo dynamicznie rozwijać. Nie było to wtedy trudne, ponieważ poziom tekstów, layout’u i organizacji SS-NG był kiepski, jednak z numeru na numer dawaliśmy coraz więcej czadu. Drugi numer był już w nowym layu i miał o 15 stron więcej, a do 11 numeru (także już w nowym layu [i nowymi redaktorami :P - dop. Veeroos]) mieliśmy już ponad 60 stron .


"15? Co to za święto? [Tekst Mad'a, o deadlinie...]


Ale powoli. W okolicach 3 numeru wziąłem się za tworzenie osobnej strony dla potrzeb SS-NG (wcześniej był na SIKRETII), która, mimo zdecydowanych sprzeciwów Emilla, jednak powstała. I całe szczęście. Miesiąc po wspomnianym 11 numerze przyszły wakacje, podczas których miał miejsce pierwszy zlot SS-NG. Był on bardzo istotny z kilku powodów. Oczywiście pierwsze spotkanie redakcyjne, na które przyjechało 5 osób, było nie lada przeżyciem. Królowały rozmowy po świt o Secret Service, o Proscript, 96 numerze itp. klimatach. Oczywiście już wtedy prowadziliśmy dyskusje na temat ulepszania formy SS-NG.


"Już tu nie pracujesz!" [Tekst Drizita, okoliczności wyjaśniać chyba nie trzeba? Dość często używane powiedzenie podczas drugiego zlotu, mające wzięcie do dziś]”


Był także istotny, ponieważ to na tym zlocie Markinson wpadł na pomysł stworzenia nazwy do naszej ankiety „Dochodzenia Dagmarki”. Ową Dagmarę gorąco pozdrawiamy, może się kiedyś jeszcze do nas zgłosi ;).
Jednak był on też ważny z innego powodu. Na owym zlocie, podczas pobytu na plaży, dostaliśmy SMS'a od Gonza, który miał spowodować lawinę wydarzeń. Brzmiał on: 'ŚGK upadł'.


"martin ma łyżeczkę i swój własny świat" [Tekst Markinsona, I Zlot SS-NG, pewnej nocy martin stał się mordercą, którego narzędziem zbrodni stała się właśnie łyżeczka]”


Podjęliśmy bardzo szybkie i konkretne działania w celu zbadania sprawy. Biegiem udaliśmy się z plaży do naszego ośrodka, a stamtąd do centrum miasta, do kawiarenki internetowej. Wtedy to załatwiliśmy pierwszy, prawdziwy wywiad z Piotrem Pieńkowskim, ówczesnym naczelnym ŚGK. Pamiętam, że Markinson rozmawiał z Piotrkiem, ponieważ ja się wtedy… bałem… :D [ROTFL :D - dop. Veeroos]
Możecie sobie wyobrazić jaki to był stres, jechać do takiej legendy i przeprowadzać z nią wywiad w cztery oczy. Pojechaliśmy z identyfikatorami SS-NG, jeszcze wtedy mieliśmy w logo błyskawice. Siedzieliśmy gdzieś w holu na dole budynku i śmialiśmy się, że ktoś pomyśli przez tę błyskawicę, że przyszliśmy z elektrowni. Potem niesamowity moment wejścia do redakcji ŚGK, pierwsze rozmowy z Naczelnikiem na rozrzedzenie atmosfery, a po wywiadzie rozmowy na temat branży… które nigdy nie ujrzą światła dziennego ;) Wtedy też przekazaliśmy Piotrkowi zdjęcie, na którym widniał napis „ŚGK” z puszek po piwach :D Wywiad miał chyba ponad 16 stron A4, więc przepisywanie go z dyktafonu było trochę uciążliwe, ale udało się.
Tuż po wakacjach wydaliśmy naprawdę mocny, 12-sty numer SS-NG. Miał 65 stron i zawierał ten historyczny wywiad. Był to pierwszy numer, który rozszedł się w nakładzie 8 tys. sztuk. Przeszło to nasze wszelkie oczekiwania, to był nasz pierwszy duży sukces.
Już 4 numery później odwiedziliśmy redakcję CDA i przeprowadziliśmy wywiad z zastępcą naczelnego, Jerzym Poprawą. Wejście do redakcji CDA było zupełnie inne niż do ŚGK, ponieważ przywitała nas sprzątaczka, która już odkurzała po dniu pracy i powiedziała, że raczej zastępcy już nie ma, ale sprawdzi. No i okazało się, że nie jechaliśmy na darmo. [Drizit był w takim stresie, że zapomniał jak się nazywam... ROTFL :D - dop. Veeroos]
Zawsze z takich wypraw najlepiej wspomina się anegdotki z życia danych redakcji, bo to właśnie one zapierają dech w piersiach. I to nie tylko te branżowe, ale i prywatne.
Później, koło 22 numeru, nastał czas na wywiad z szefem projektu EARTH 2160 w Krakowie. Na tym wywiadzie akurat byłem sam. Po nim zostałem zaproszony na zlot fanów EARTHA, który właśnie tego dnia miał miejsce, a na którym zawarłem pewną znajomość z tajemniczym beta-testerem i jego połówką. I w taki oto sposób w redakcji znalazły się 2 kolejne osoby. Życie jest niemożliwe.
Jak to w życiu bywa, najpierw praca, potem odpoczynek, co za tym idzie czas na drugi zlot redakcji, który to miał być w Sopocie, ale w ostatnim momencie z braku laku znów odbył się na campingu w Łodzi.


"Jebana pała" [Tekst Iwana, II Zlot SS-NG, jeden z najczęściej używanych zwrotów w tamtym czasie, jak i również w dniach dzisiejszych, ostatnio zupgrade'owany do "jebana pała z drewna"]


Przyjechało na niego 10 osób. Organizacyjnie był on porażką, ponieważ źle skalkulowałem koszta wynajmu pola namiotowego i w konsekwencji byliśmy zmuszeni spać w 10 osób w czteroosobowym domku. Żeby było śmieszniej, mieliśmy jeszcze chyba z 5 namiotów i 2 razy tyle mat.


"Markinson - Pierwsza Anomalia KC" [Tekst Sashha, II Zlot SS-NG, po jednej z kreatywnych rozmów redakcji Sashh tymi oto słowami podsumował Markinsona]


Ogólnie oczywiście spotkanie się udało, jednak tym razem dyskusje o SS zostały zastąpione rozmowami o SS-NG i planami względem niego, a także nocnymi Polaków rozmowami. Nie obyło się także bez wyjścia do kafejki, w której to pykaliśmy w różne sieciowe FPS’y. Generalnie było „choro”, jak to zawsze w naszym towarzystwie.
Ale wracamy do pracy.
SS-NG zawsze wyróżniał się tym, że mieliśmy wielkie i zwariowane pomysły. Jednym z nich była zrzutka na DOOM'a 3 i ściąganie oryginału z USA, „tylko” po to, żebyśmy mogli jako pierwsi w Polsce dostarczyć Wam recenzję tej długo oczekiwanej gry. Udało się. W 23 numerze zafundowaliśmy Wam gorącą recenzję DOOM'a oraz konkurs z oryginalnym DOOM'em ściągniętym ze Stanów. W konkursie do wygrania był także oryginalny poradnik. Ten numer szedł jak ciepłe bułeczki i po raz pierwszy osiągnęliśmy nim ściągalność z 4 zerami.
Potem miała się ziścić długo oczekiwana czerwona rewolucja, która w końcu stała się „tylko” ewolucją. Niestety przeciągała się ona od praktycznie października 2004 i jej prawdziwe efekty nastały dopiero przed targami PGA.
Później nastał czas bardzo trudny dla zina. Niestety moje ciało odmówiło posłuszeństwa i się „zresetowałem”. Nic, włącznie z organizacją, nie było przygotowane na taki obrót wydarzeń – czytaj: brak jednego trybu zina. Niestety w tym czasie zdarzały się nam wiele razy obsówy oraz ogólnie sytuacja zina pogarszała się z numeru na numer. Wtedy to coraz więcej znudzonych osób, czy to z powodów takiego stanu rzeczy, czy z osobistych, opuszczało SS-NG. Na szczęście nie stała się tragedia, bo masa osób nadal trwała na stanowiskach, a zawsze byli nowi chętni żeby dla nas pisać, jednak SS-NG straciło paru dobrych redaktorów. Wtedy właśnie, gdy byłem już wstanie jako tako coś robić, udało mi się postawić organizację na głowie i sprawić, że już nie byłem ogniwem koniecznym do wydawania SS-NG, co niedługo miało okazać się zbawienne dla życia zina (już nie reset, a zawieszenie).
I tak na początku tego roku w wielu miesiącach walki i trudów dało nam się uruchomić serwis na ss-ng.pl. Podjęliśmy także pracę nad systemem do składu numeru, który możecie podziwiać już od kilku numerów. Dzięki niemu przeklęty skład numerów oraz ich beta testy (których kiedyś nie było), okazały się jednak nie takie straszne.
Zaraz po reorganizacji wybraliśmy się na targi PGA.

"Załoga SS-NG" [Tekst Pana Prezentera z PGA 2005, który tymi oto słowami przedstawił naszą redakcję]


Jest to sprawa, którą będziemy z pewnością wspominać do końca życia, ponieważ udział w targach Poznań Game Arena był dla nas niesamowitym przeżyciem. [A mnie nie było ;( - dop. Veeroos]
Co prawda mieliśmy mieć nad nimi patronat, jednak wyszło jak wyszło. Patrząc z perspektywy czasu nie żałuję, że tak się stało. Właśnie na tych targach w lutym 2005 roku mieliśmy swoje stoisko, na którym organizowaliśmy turnieje dla zwiedzających.
Podczas gry mogli się częstować szklanką krwi (kolejny chory pomysł :D) [czyli soczkiem :P - dop. Veeroos], także wtedy rzucaliśmy grami w publiczność. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to niesamowite uczucie rzucać grami w tłum ludzi. Tak samo zresztą jak udział w targach. Mieliśmy niesamowitą przyjemność stanąć po tej drugiej stronie. Niemożliwe przeżycie i duże, nowe doświadczenie.



  Iwan, "dzierżyciel banera"


Po powrocie z targów znów cykliczne wydawanie numerów zaczęło być najważniejsze. I tak ostro walcząc o regularne wydawanie SS-NG doczekaliśmy jako tako wakacji. Na początku lipca udało nam się, pierwszy raz od miesięcy, wydać w miarę terminowo numer na poziomie. To właśnie na okładce tego numeru widniał napis „No risk, no fun”. I tak oto udaliśmy się na wakacje.
Pod koniec sierpnia rozpoczął się kolejny zlot SS-NG. Tym razem było na nim 13 osób, a odbywał się on (dla odmiany) w górach.


"Nie obronisz się przed moim palcem!" [Tekst Veeroosa, III Zlot SS-NG, wykrzyczany w stronę Beatki podczas jednej z "wieczornych zabaw" w kuchni]


Zlot trwał pięć dni i był brzemienny w skutkach, o czym już wszyscy wiecie. Był zupełnie inny od drugiego, a tym bardziej od pierwszego zlotu. W związku z tym, co niedobrego działo się w SS-NG przed zlotem ogłosiłem, że będzie na nim rzeczowa dyskusja na temat zina. I tak się stało. Pomijając ten jeden wieczór, podczas którego toczyła się dyskusja, ogólnie było o wiele bardziej zabawowo niż zazwyczaj. Zaczął się jednak od koszmaru. Otóż po całodniowej podróży pociągami ze wszelkich stron Polski czekało wszystkich wejście pod górę, do chatki. No cóż, komputer robi swoje…


"Sprawdzał fizykę gry." [Tekst LooZ^a, III Zlot SS-NG, stwierdzenie LooZ^a po zbiciu przez Sashha żarówki w drizitowej piwnicy]


Równie ciekawe były wypady do sklepu. Wychodził taki delikwent o godzinie X i wracał jakieś 3, 4 godziny później. [Ostatniego dnia poszedłem z Sashhem i okazało się, że wszystkie sklepy były pozamykane :D - dop. Veeroos]
Już przed zlotem kilka razy myślałem o tym żeby odejść z SS-NG (w związku z problemami osobistymi), a na pewno odciąć się od Internetu, na tyle ile się da. I tak chyba z 2 miesiące wcześniej oświadczyłem rodzicom, że kończę moja przygodę z SS-NG, czy to dochodząc, czy zamykając zina. Jednak mimo wszystko nie tak łatwo odejść z projektu, który się tak długo robiło. Na praktycznie dzień przed zlotem przygotowałem wizję magazynu, a na zlocie podjąłem temat papierowego magazynu, jako praktycznie ostatniej deski ratunku dla zmęczonej ekipy SS-NG.


"Każdy szczęściu dopomoże każdy [ksywka] wygrać może. Co widzę w [ksywka] kartach nie wie nikt" [Tekst Markinsona, III Zlot SS-NG, tzw. "gra w trzy karty”, w której ciężko było coś wygrać, a już najtrudniej zbudować przy niej domek z kart...]”


Jak nie trudno się domyślić, ekipa zaakceptowała pomysł. Zaraz po zlocie, założyłem na forum watek, w którym napisałem, że w związku z tym, co się dzieje w Zinie zamykamy go, a z 2/3 ekipy, które wybrałem staramy się stworzyć nowy projekt. Oczywiście nie obyło się bez rozczarowania osób, niebiorących udziału w nowym projekcie, także z powodu moich kilku niefortunnych zwrotów i braku dyskusji na ten temat. Zrobiłem tak najzwyczajniej w świecie dlatego, że miałem już dosyć zaistniałej sytuacji i staczania się SS-NG. Nie chciałem już dyskusji, która by do niczego nie doprowadziła. Jeżeli ktoś ma mi to za złe, to pewnie już zawsze będzie miał. Jedyne, czego tak naprawdę żałuje w tym momencie, to tego, że nie wszyscy mogli wziąć udział w nowym projekcie. Jednak wybrałem osoby, na które liczyłem. Muszę przyznać, że jest kilka osób w redakcji SS-NG, których prywatnie jest mi szkoda w tej sytuacji. Niestety sprawy koleżeńskie nie mają tu wiele do gadania. Życzę im powodzenia, a przede wszystkim dziękuje za wszystko.


"Hatifnat - coś pomiędzy meduzą a wibratorem" [Tekst Drizita, III Zlot SS-NG, rozmowy na temat kreskówek]


To tyle na temat ostatniego zlotu SS-NG, ale bynajmniej nie ostatniego spotkania wszystkich ex-redaktorów SS-NG. Mam nadzieję.

  Coś się kończy…


Niewątpliwie SS-NG odcisnęło piętno na życiu dziesiątek osób z redakcji, na czytelnikach, a pewnie także w jakiś sposób wpisało się w życie branży. To SS-NG sprawił, że zawiązało się naprawdę sporo znajomości i przyjaźni, mam nadzieje, że na całe życie. [Niektóre zdążyły się już rozpaść, niestety :| - dop. Veeroos] Dzięki niemu spotkała się masa osób o takich samych upodobaniach z całej Polski, w przeważającej większości czasu doskonale się rozumiejących i mających wspólny język.
Osób, które wspólnie starały się zrobić coś... Coś, o czym będzie się pamiętać, o czym ślad tak do końca pewnie nigdy nie zaginie. A w końcu coś, co mobilizowało lub podcinało skrzydła konkurencji oraz przede wszystkim służyło Wam, czytelnikom.


„"Malvado jest w Zinie czy odszedł?" [Tekst Emilla z Działu Kadr...]”


Dla mnie SS-NG był ponad 2,5 roku sposobem na życie i praktycznie najważniejszą sprawą, która się w nim pojawiła. Wszystko było odstawiane w kąt, kiedy trzeba było robić SS-NG - znajomi, imprezy, sen. Był tworzony z naprawdę ogromną pasją, okrągły miesiąc, a nie tylko przed wydaniem. Musze przyznać, że było parę sytuacji, w których to dzięki Emilowi SS-NG gnał do przodu, dzięki.
Co mi dał SS-NG? Dzięki niemu nauczyłem się w mniejszym lub większym stopniu tworzyć strony WWW, ich grafikę, projektować, pracować z ludźmi, planować, robić wywiady, organizować taki twór, jakim jest redakcja, podejmować ważne decyzje oraz pozwoliło mi wniknąć, w pewnym stopniu, w życie branży: targi, pokazy, wywiady, gry do recenzji itp.
A przede wszystkim spotkałem się z cała masą ludzi, z którą teraz utrzymuje kontakty. Dzięki niemu poznałem także pewna kobietę, bez której żyć nie mogę...


"CDA bez screenów i reklam to taki Janko Muzykant" [Tekst Yisraela, padł w dniu 28.08.2004, podczas redakcyjnego spotkania u wice naczelnego Emilla]


Co SS-NG dał Wam, jako czytelnikom czy redaktorom, musicie odpowiedzieć sobie sami. Cokolwiek by to nie było, jednego jestem pewien. Nie zapomnicie go.

  Zapytacie zatem, dlaczego to koniec?


Wszystko ma swój czas. Czas narodzin, życia i śmierci. Nie jestem za sztucznym podtrzymywaniem życia i ciągnięciem czegoś, tylko ze względu na wspomnienia. Uważam, że SS-NG osiągnął już co miał osiągnąć i że najlepszym rozwiązaniem będzie zamknięcie go w dobrym stylu. Może to zabrzmi górnolotnie, ale nie chcę żeby SS-NG odszedł w taki sposób jak Service Service.
Zakładając SS-NG miałem gorącą nadzieję stworzyć magazyn, który zarówno z zewnątrz, jak i od kuchni wygląda tak samo. Magazyn robiony przez osoby, które się szanują i pracują ze sobą z wielką chęcią, a który jednocześnie jest na poziomie. Chciałem stworzyć w pewnym stopniu „redakcję idealną”, taką, aby po zamknięciu magazynu zaoszczędzić oszczerstw i plucia na siebie. Strasznie mi na tym zależało, bo już raz coś takiego w życiu przeżyłem.
Z niewielkimi wyjątkami udało się coś takiego stworzyć w SS-NG…
Tworzenie SS-NG w tym momencie nie kręci już nas tak bardzo, nie ma w nas już takiego maniactwa co kiedyś, a nie mamy zamiaru odejść, jak już będziemy żyć na kolanach. Nie mamy także ambicji tworzyć serwisu. To nie nasza bajka. Dlatego właśnie postanowiłem wraz z Emillem zakończyć tworzenie SS-NG. Obgadałem to z osobami, które miałem pod ręką (na zlocie), a reszcie przedstawiłem decyzje na forum. Obserwując to, co się działo od kilku miesięcy z SS-NG uważam, że miałem takie prawo.
Postanowiłem także, że chcę zrealizować z kilkunastoma osobami z redakcji moje i nie tylko moje marzenie. To marzenie, aby któregoś dnia ukazać się w kiosku, w pewien sposób przebijało się nieśmiało od samego początku. Teraz, kiedy etap SS-NG powoli zostaje za nami (niezależnie od dalszych planów i tak by się to stało), chcemy je zrealizować. Być może w ogóle nam się to nie uda. Przed nami wiele pracy. Nie powiem, co planujemy, jak ma to coś wyglądać, ani z jakim rozmachem to chcemy robić … Chcę jedynie dać Wam znać, że nie znikamy. Otwieramy nowy rozdział życia. Wyczekujcie nas, odezwiemy się na pewno.


"ALL YOUR BASE ARE BELONG TO US!" [Tekst Xtense'a, zerżnięty z jednej z największych internetowych rewolucji, zapoczątkowanej przez intro do gry Zero Wing na Segę Genesis. Stosowany zawsze i wszędzie, a najczęściej w logicznych i sensownych dyskusjach]


Podczas rozmowy z jednym z moich redakcyjnych przyjaciół przypomniałem sobie jak się zaczęła cała przygoda z SS’em, której konsekwencją było to, co się działo przez ostanie 3 lata w moim życiu.
Było to w 96 roku, poszedłem do kiosku kupić magazyn o grach i kupiłem - 36 numer SS.
Jeżeli teraz mógłbym cofnąć czas i ktoś posłałby mnie znów do tego samego kiosku, to wiecie co bym zrobił?
Powiedziałbym to samo: "Poproszę Secret Service..."


  LINKI:




- Strona fanów Secret Service – SIKRETIA (wersja pierwsza)
- i jej księga gości
- Strona fanów Secret Service – SIKRETIA
- i jej księga gości
- SS-NG #1
-
SS-NG #10
-
Relacja ze I zlotu:
-
Wywiad z Piotrem Pienkowskim
-
Wywiad z Jerzym Poprawą, vice naczelnym CDA
-
SS-NG #23
-
Numer lutowy SS-NG, przed targami PGA. Nowy lay, nowy serwis, nowy SS-NG
-
RELACJA - POZNAŃ GAME ARENA
-
Beta Test EARTH 2160
Temat numeru - Sentymentalna podróż naczelnego
odwiedź forum
SS-NG #35 pożegnalny 2005
6